14.12.2018 – Gołkowice (przys.Gaboń)-Przehyba-Gaboń

Już po raz szósty nasz Uniwersytet wspólnie ze Szkołą im. Jana Szczepanika zaplanował kolejny zimowy wypad integracyjny seniorów i młodzieży szkolnej w Beskid Sądecki. I tak grupa seniorów, w sile 18 osób, pod wodzą Prezesa Stanisława Wiatra oraz młodzieży pod kierownictwem Dyrektora Szkoły Pana Sławomira Susa, wczesnym rankiem, przy lekkim mrozie, wyruszyła autokarem z ulicy Goldhammera. Obecny był również b. Dyrektor Szkoły, a zarazem Przewodnik Beskidzki – Pan Piotr Kukułka, uczestnik wszystkich poprzednich naszych wędrówek na Przehybę  W grupie studentów UTW przewagę stanowiła grupa Łazików (10 osób). Wędrówkę pieszą rozpoczęliśmy w Gaboniu, przysiółku wsi Gołkowice, obok leśniczówki i kamienia upamiętniającego Jana Bielaka, długoletniego kierownika schroniska na Przehybie, który w tym miejscu zginął śmiercią tragiczną 17.XII.1994 r. ;  jadąc o zmroku skuterem śnieżnym wpadł na szlaban zagradzający drogę, który zazwyczaj nie był zamykany. Do dzisiaj schroniskiem zarządza żona p.Bielaka z dziećmi. Pierwszy odcinek trasy prowadził drogą, która była odśnieżona i posypana żwirem, mimo to trzeba było uważać, bo zdarzały się miejsca śliskie. Droga, chociaż dość łagodnie, jednak cały czas prowadziła pod górę, wśród ośnieżonych drzew, wzdłuż strumienia, który wił się raz z jednej, a raz z drugiej strony (w sumie przekraczaliśmy go czterokrotnie). Po drodze wymijaliśmy ciężki sprzęt pracujący nad utrzymaniem drogi, a nawet dźwig wymieniający słup elektryczny. Ale naprawdę prawdziwą zimę zobaczyliśmy wyżej, na drugim odcinku trasy. Tu droga nie była już odśnieżona i wędrowaliśmy po białym puchu i choć stromizny były większe to szło się o wiele przyjemniej. Drzewa przy szlaku, pokryte śniegiem i szronem, tworzyły baśniowy krajobraz. Tylko z uwagi na mgłę dalsze widoki były nieosiągalne. Do schroniska doszliśmy w różnym tempie, chociaż seniorzy nie ustępowali młodzieży. Tutaj po ogrzaniu się gorącą herbatą i posileniu się, nastąpiły wspólne śpiewy. Pomimo miłej atmosfery, trzeba było jednak zbierać się w drogę powrotną, by przed „szarówką” zdążyć zejść z góry. Jeszcze tylko wspólne zdjęcie przed schroniskiem. W Tarnowie byliśmy przed godziną 18-tą. Trasa piesza wyniosła 16,5 kilometra.

M.Wielgus 

 

09.10.2018 –Czerwony Klasztor-Droga Pienińska-Szczawnica

W ramach wycieczki w Pieniny, zorganizowanej przez nasz Uniwersytet, przewidziane było przejście tzw.„Drogą Pienińską”. Łaziki oczywiście nie przepuściły okazji do pieszej wędrówki. Po zwiedzeniu zamku w Niedzicy podjechaliśmy autokarem do Sromowców Niżnych, skąd „kładką przyjaźni” udaliśmy się na słowacką stronę do Czerwonego Klasztoru. To tutaj rozpoczyna się malownicza trasa wzdłuż przełomu Dunajca prowadząca aż do Szczawnicy.  Po drodze z mostu obserwowaliśmy przepływające tratwy flisackie wiozące turystów, a także wspaniały widok na najwyższy szczyt Pienin – Trzy Korony, cieszący tym bardziej, że długo utrzymujące się do południa mgły nie wróżyły najlepiej. Jednak mgły akurat ustąpiły, a świecące słońce ogrzało powietrze na tyle, że kolejno zrzucaliśmy z siebie cieplejsze okrycia. Droga Pienińska jest jednym z najpiękniejszych szlaków w Pieninach. Prowadzi wschodnim brzegiem Dunajca, przez Pieniński Park Narodowy, w większości po stronie Słowacji, a tylko w 20 % po stronie polskiej. Jest alternatywą dla spływu tratwami – wędrując nią można podziwiać najwspanialsze zakątki przełomu Dunajca. Została wybudowana pod koniec XIX w., później wielokrotnie była niszczona przez kolejne powodzie, a następnie remontowana i modernizowana.  Na trasie widoki rzeczywiście zapierały dech w piersiach – wybarwione na złoto i czerwono liście drzew, na tle zieleni drzew iglastych, mieniły się mozaiką kolorów, zwłaszcza w promieniach świecącego słońca. Woda w Dunajcu także przybierała wielorakie odcienie w zależności od roślinności nadbrzeżnej – od złotych aż po szmaragdowo-turkusowe gdy na wodę padał cień od skał lub brzeg porastały drzewa iglaste. Dunajec wił się wśród skał ukazując co chwilę inne oblicze. Dodatkową atrakcją były przepływające tratwy, zwłaszcza dwie ostatnie unoszące kilkunastu flisaków w strojach regionalnych i śpiewających gromko. Wycieczkę zakończyliśmy w szczawnickiej karczmie „Pieniny” smacznym pstrągiem i zimnym piwem. W wędrówce uczestniczyło 11 Łazików, a dystans wyniósł około 13 kilometrów.  Była to 199 wędrówka naszej grupy. Następna – dwusetna - już wkrótce.

M.Wielgus